czwartek, 10 maja 2012

2. Młodości, dodaj mi skrzydła! [Adam Mickiewicz]

Wiersz zna­leziony na granicach:

Uwa­gi na te­mat po­siada­nia skrzydeł

na początku
jest niejas­ne uczu­cie uwierania
kiedy leżysz na plecach
lub opierasz się zbyt moc­no o mur
później po­jawiają się pióra
spa­dają nie wiado­mo skąd
lądują w wa­gonie metra
w tor­bie z za­kupa­mi al­bo w butach
wczo­raj ra­no zo­baczyłaś w lustrze
cień skrzydła
mignął prze­lot­nie mogłabyś przysiąc
że to anioł zdmuchnął resztki snu

praw­da zaczy­na docierać
kiedy masz trud­ności z za­pięciem koszuli
cho­ciaż wskazówka wa­gi od miesięcy
po­kazu­je ten sam rok
po­tem jest już co­raz gorzej
są zbyt miękkie by się ni­mi podrapać
na­dal mu­sisz używać rąk
w do­dat­ku trze­ba strze­pywać piasek i kurz
i nieus­tannie pat­rzeć pod nogi
żeby nikt nie dos­trzegł jak gu­bisz pióra

praw­dziwą ich war­tość od­kry­wasz późno
cza­sem wcale
niewyu­czo­nym od­ruchem ura­tują ci życie
kiedy ktoś strąci cię w przepaść

naj­bar­dziej kiedy zro­bię to ja



Wciąż wra­cam do tych skrzy­deł. Sko­ro swo­je... już daw­no zgu­biłam.

1. Uśmiech wędruje daleko. [James Joyce]

Chodząc dzi­siaj po bez­drożach i ścieżkach małej We­nec­ji - nap­rawdę uwiel­biam to mias­to, ma w so­bie nieod­party urok. Kraków jest in­ny. Gęsty. Trochę chaotyczny. A tu... czuję, jak­bym była uczes­tni­kiem, a nie tyl­ko ob­serwa­torem - nat­ra­filiśmy z eŁ. na sa­mochód. Sa­mochód jak sa­mochód. Nie wzbudził we mnie żad­ne­go zain­te­reso­wania. Na­wet nie pa­miętam mar­ki. Na bab­ski ro­zum: był biały, miej­sca­mi rdza­wy, żad­na sta­roć roczni­kowa, nad którą ko­neser strze­lałby achy i ochy, i z pew­nością chodził jak sta­ry gruchot. Bo tak też wyglądał. Ta­kich aut jest ty­siące. Ale kar­tka - do­dam - czer­wo­na, przyk­le­jona do szy­by od zewnętrznej stro­ny, po­waliła nas na łopat­ki. - Ku­pię ten sa­mochód. Nr tel: 502 *** *** - głosił na­pis.
I jak tu się po pros­tu nie uśmie­chnąć?