Zamknięci w pikselach, czasem łączymy tylko trzy barwy...
niedziela, 27 maja 2012
czwartek, 10 maja 2012
2. Młodości, dodaj mi skrzydła! [Adam Mickiewicz]
Wiersz znaleziony na granicach:
Wciąż wracam do tych skrzydeł. Skoro swoje... już dawno zgubiłam.
Uwagi na temat posiadania skrzydeł
na początku
jest niejasne uczucie uwierania
kiedy leżysz na plecach
lub opierasz się zbyt mocno o mur
później pojawiają się pióra
spadają nie wiadomo skąd
lądują w wagonie metra
w torbie z zakupami albo w butach
wczoraj rano zobaczyłaś w lustrze
cień skrzydła
mignął przelotnie mogłabyś przysiąc
że to anioł zdmuchnął resztki snu
prawda zaczyna docierać
kiedy masz trudności z zapięciem koszuli
chociaż wskazówka wagi od miesięcy
pokazuje ten sam rok
potem jest już coraz gorzej
są zbyt miękkie by się nimi podrapać
nadal musisz używać rąk
w dodatku trzeba strzepywać piasek i kurz
i nieustannie patrzeć pod nogi
żeby nikt nie dostrzegł jak gubisz pióra
prawdziwą ich wartość odkrywasz późno
czasem wcale
niewyuczonym odruchem uratują ci życie
kiedy ktoś strąci cię w przepaść
najbardziej kiedy zrobię to ja
na początku
jest niejasne uczucie uwierania
kiedy leżysz na plecach
lub opierasz się zbyt mocno o mur
później pojawiają się pióra
spadają nie wiadomo skąd
lądują w wagonie metra
w torbie z zakupami albo w butach
wczoraj rano zobaczyłaś w lustrze
cień skrzydła
mignął przelotnie mogłabyś przysiąc
że to anioł zdmuchnął resztki snu
prawda zaczyna docierać
kiedy masz trudności z zapięciem koszuli
chociaż wskazówka wagi od miesięcy
pokazuje ten sam rok
potem jest już coraz gorzej
są zbyt miękkie by się nimi podrapać
nadal musisz używać rąk
w dodatku trzeba strzepywać piasek i kurz
i nieustannie patrzeć pod nogi
żeby nikt nie dostrzegł jak gubisz pióra
prawdziwą ich wartość odkrywasz późno
czasem wcale
niewyuczonym odruchem uratują ci życie
kiedy ktoś strąci cię w przepaść
najbardziej kiedy zrobię to ja
Wciąż wracam do tych skrzydeł. Skoro swoje... już dawno zgubiłam.
1. Uśmiech wędruje daleko. [James Joyce]
Chodząc dzisiaj po bezdrożach i ścieżkach małej Wenecji - naprawdę
uwielbiam to miasto, ma w sobie nieodparty urok. Kraków jest inny.
Gęsty. Trochę chaotyczny. A tu... czuję, jakbym była uczestnikiem,
a nie tylko obserwatorem - natrafiliśmy z eŁ. na samochód.
Samochód jak samochód. Nie wzbudził we mnie żadnego
zainteresowania. Nawet nie pamiętam marki. Na babski rozum: był
biały, miejscami rdzawy, żadna staroć rocznikowa, nad którą
koneser strzelałby achy i ochy, i z pewnością chodził jak stary
gruchot. Bo tak też wyglądał. Takich aut jest tysiące. Ale kartka - dodam - czerwona, przyklejona do szyby od zewnętrznej strony, powaliła nas na łopatki. - Kupię ten samochód. Nr tel: 502 *** *** - głosił napis.
I jak tu się po prostu nie uśmiechnąć?
I jak tu się po prostu nie uśmiechnąć?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
