czwartek, 10 maja 2012

1. Uśmiech wędruje daleko. [James Joyce]

Chodząc dzi­siaj po bez­drożach i ścieżkach małej We­nec­ji - nap­rawdę uwiel­biam to mias­to, ma w so­bie nieod­party urok. Kraków jest in­ny. Gęsty. Trochę chaotyczny. A tu... czuję, jak­bym była uczes­tni­kiem, a nie tyl­ko ob­serwa­torem - nat­ra­filiśmy z eŁ. na sa­mochód. Sa­mochód jak sa­mochód. Nie wzbudził we mnie żad­ne­go zain­te­reso­wania. Na­wet nie pa­miętam mar­ki. Na bab­ski ro­zum: był biały, miej­sca­mi rdza­wy, żad­na sta­roć roczni­kowa, nad którą ko­neser strze­lałby achy i ochy, i z pew­nością chodził jak sta­ry gruchot. Bo tak też wyglądał. Ta­kich aut jest ty­siące. Ale kar­tka - do­dam - czer­wo­na, przyk­le­jona do szy­by od zewnętrznej stro­ny, po­waliła nas na łopat­ki. - Ku­pię ten sa­mochód. Nr tel: 502 *** *** - głosił na­pis.
I jak tu się po pros­tu nie uśmie­chnąć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz